Gry o driftowaniu łatwo zrobić efektowne, ale dużo trudniej zrobić je wiarygodne. JDM: Japanese Drift Master próbuje połączyć japońską kulturę tuningu, otwarty świat i model jazdy, który jest przyjazny na starcie, ale nadal wymaga wyczucia. W tym tekście pokazuję, co ta gra faktycznie oferuje, jak prowadzi się samochody, na czym polega tuning i czy to bardziej lekka jazda dla fanów klimatu, czy jednak coś bliższego symulacji.
Najważniejsze fakty o grze
- To simcade, czyli gra pomiędzy arcade a symulatorem, z dwoma modelami jazdy do wyboru.
- Akcja dzieje się w fikcyjnej prefekturze Guntama, inspirowanej Japonią, z ponad 250 km dróg.
- W grze są licencjonowane auta marek takich jak Mazda, Honda, Nissan i Subaru oraz rozbudowany tuning.
- Kampania obejmuje 40+ wydarzeń fabularnych i dodatkowe aktywności poboczne.
- W 2026 roku gra jest dostępna na PC, PS5 i Xbox Series X|S, a multiplayer rozwija się osobno na kolejne platformy.
Co ta gra naprawdę chce zrobić z driftingiem
Najkrócej: ta gra nie traktuje driftu jak ozdobnika. To jej główny język, a reszta elementów ma go wzmacniać. Ja odbieram ten projekt jako połączenie wyścigów, kultury samochodowej i opowieści o tym, jak wejść do środowiska, które ceni technikę, styl i konsekwencję bardziej niż samą prędkość. Dzięki temu nie dostajesz tylko kolejnej gry wyścigowej, ale konkretne spojrzenie na japońską scenę uliczną i tuningową.
Ważne jest też to, że twórcy nie udają czystego symulatora. Zamiast tego stawiają na simcade, czyli rozwiązanie pośrednie: prowadzenie ma dawać satysfakcję i czytelność, ale nie może być kompletnie „z automatu”. To dobry wybór dla graczy, którzy chcą czuć pracę tyłu auta, a nie spędzać pierwszych godzin na walce z przesadnie surową fizyką. Taki kierunek od razu ustawia oczekiwania i chroni przed rozczarowaniem. Skoro wiemy już, o co tu chodzi, przejdźmy do świata i aut, bo właśnie one budują pierwszy mocny efekt.

Japoński open world i tuning, które budują klimat
Najmocniejszą stroną gry jest dla mnie to, że świat nie służy tylko jako tło. Fikcyjna prefektura Guntama została zbudowana tak, by dało się w niej jeździć różnymi tempami i różnymi stylami. Są górskie przełęcze, ciasne, kręte drogi, bardziej miejskie odcinki, zmienna pogoda, cykl dnia i nocy oraz ruch uliczny, który realnie wpływa na rytm jazdy. To ważne, bo drift na otwartej, przewidywalnej trasie to zupełnie inna historia niż kontrolowany poślizg na wąskiej drodze z ograniczoną widocznością.
W praktyce oznacza to też, że auto nie jest tylko „ładnym modelem”. Możesz wybierać licencjonowane maszyny inspirowane japońską sceną i dopracowywać je wizualnie oraz mechanicznie. Paint shop, elementy nadwozia, zawieszenie, kąt pochylenia kół, przełożenia skrzyni i inne detale tuningowe mają znaczenie nie dlatego, że dobrze wyglądają w menu, ale dlatego, że bezpośrednio wpływają na zachowanie auta w poślizgu. To jeden z tych przypadków, gdy estetyka i funkcjonalność faktycznie idą razem. A skoro tuning ma sens, to warto zobaczyć, jak dokładnie gra prowadzi samochód.
Jak prowadzi się w praktyce
Tu jest najwięcej odpowiedzi na pytanie „czy to jest dla mnie”. Gra jest projektowana przede wszystkim pod kontroler, ale obsługuje też kierownicę i klawiaturę. Najważniejsze jest jednak to, że dostajesz dwa modele jazdy i możesz przełączać się między nimi w dowolnym momencie. Dzięki temu łatwo dobrać poziom trudności do tego, czy chcesz po prostu płynnie wchodzić w zakręty, czy raczej walczyć o każdy stopień kąta i każdy milimetr kontroli nad autem.
| Model | Jak się prowadzi | Dla kogo |
|---|---|---|
| Arcade | Więcej wybacza, pomaga wejść w drift i szybciej daje satysfakcję. | Dla początkujących, graczy na padzie i osób, które chcą cieszyć się klimatem bez długiej nauki. |
| Simcade | Mniej asekuracji, więcej kontroli i większa kara za zbyt agresywne ruchy. | Dla osób, które chcą bardziej technicznego prowadzenia i lepiej czują pracę auta. |
To rozróżnienie jest sensowne, bo drift nie polega tu tylko na „wciśnij gaz i jedź bokiem”. Trzeba pilnować korekty kierownicą, dozowania gazu i tempa wejścia w zakręt. Najlepszy efekt daje płynność, nie szarpanie. Właśnie dlatego ten tytuł potrafi zaskoczyć graczy, którzy spodziewają się prostego arcade’a, ale też nie odstrasza ludzi, którzy chcą mieć poczucie kontroli. Model jazdy prowadzi nas naturalnie do tego, co w takich grach robi największą różnicę: do rozwoju auta.
Fabuła i wyścigi, które nadają rytm
Wiele gier samochodowych ma ten sam problem: otwarty świat jest ładny, ale po godzinie zaczyna brakować sensownego celu. Tutaj fabuła porządkuje postęp. Grasz jako obcokrajowiec, który chce zbudować swoją pozycję na japońskiej scenie driftingowej, zdobyć respekt i wejść na poziom najlepszych kierowców w regionie. To brzmi prosto, ale działa, bo daje czytelny motyw do kolejnych startów.Struktura wydarzeń też jest dobrze przemyślana. Otrzymujesz ponad 40 zadań fabularnych, a obok nich aktywności poboczne: drift, grip, drag i pojedynki drift battle. To ważne, bo nie zamyka gry w jednym schemacie. Możesz ćwiczyć różne rodzaje prowadzenia, testować inne ustawienia i sprawdzać, czy auto, które dobrze czuje się w poślizgu, równie dobrze radzi sobie na szybszych, „czystszych” odcinkach. Manga jako forma opowiadania jest tu dodatkiem, który wzmacnia charakter całości, a nie tanim chwytem stylistycznym. Dla części graczy to będzie właśnie ten element, który utrzyma zainteresowanie na dłużej. Następne pytanie jest już bardzo praktyczne: komu to podejście faktycznie służy, a kto może się odbić?
Dla kogo to będzie trafiony wybór
Ta gra najlepiej działa wtedy, gdy szukasz klimatu japońskiego driftu, a nie wyłącznie bezkompromisowej fizyki. Jeśli lubisz tuning, nocne przejazdy, górskie serpentyny, samochody kojarzone z japońską sceną i opowieść prowadzoną z wyraźnym charakterem, to jesteś bardzo blisko właściwej grupy odbiorców. Dobrze odnajdą się tu też gracze, którzy chcą się po prostu uczyć driftu krok po kroku, bez wchodzenia od razu w bardzo trudny symulator.
Słabiej może zagrać u osób, które oczekują pełnej motorsportowej precyzji, bardzo głębokiej symulacji i maksymalnie wymagającej fizyki od pierwszej minuty. To nie jest też gra dla kogoś, kto chce wyłącznie rywalizacji online na każdym etapie, bo rdzeń doświadczenia nadal opiera się na świecie, kampanii i jeździe solo. Ja patrzę na to tak: to tytuł, który wygrywa klimatem, tempem i dostępnością, a nie absolutnym hardcorem. Przy takim założeniu łatwiej ocenić, co właściwie dzieje się z grą w 2026 roku i jak wygląda jej rozwój.
Co zmieniło się w 2026 roku
W 2026 roku gra nie jest już wyłącznie ciekawostką z segmentu indie racing. Jest dostępna na kilku platformach: na PC od 21 maja 2025, na Xbox Series X|S od 21 listopada 2025 i na PS5 od 6 lutego 2026. To ważne, bo pokazuje, że projekt wyszedł poza startową niszę i stał się pełnoprawnym tytułem, który można oceniać nie tylko przez pryzmat zapowiedzi, ale też realnego wsparcia po premierze.
Najciekawiej wygląda jednak multiplayer. Na Steamie wystartował 11 czerwca 2026 i na start obejmuje otwarty sandbox z lobby do 8 graczy. GOG i Epic mają dostać go później, a wersje konsolowe są planowane na trzeci kwartał 2026. Na ten moment to jeszcze nie jest pełen pakiet wszystkiego naraz, więc warto pamiętać o stopniowym rozwoju funkcji. Z perspektywy gracza to oznacza jedno: jeśli interesuje cię przede wszystkim solo, możesz grać już teraz; jeśli czekasz głównie na sieciowe wspólne driftowanie, dobrze jest śledzić tempo wdrażania nowych trybów. To prowadzi do ostatniej rzeczy, którą uważam za naprawdę praktyczną przed pierwszym uruchomieniem gry.
Jak wejść w ten świat bez frustracji
Najrozsądniejszy start jest prosty: kontroler, tryb Arcade i skupienie się na płynności, nie na perfekcji. Dopiero kiedy poczujesz, gdzie auto łapie równowagę, przechodzę do Simcade i zaczynam bawić się ustawieniami, bo wtedy tuning przestaje być ozdobą, a staje się narzędziem. Zbyt szybkie przeskakiwanie na trudniejszy model jazdy zwykle kończy się tym samym błędem: gracz uznaje, że gra jest „za śliska”, choć problemem jest po prostu zbyt ambitny poziom wejścia.
W tej grze najlepiej działa cierpliwość do drobnych korekt. Jeśli potraktujesz ją jak lekcję rytmu, a nie test odruchów, dostaniesz dokładnie to, co obiecuje: sensowny drift, mocny klimat japońskich dróg i tuning, który naprawdę wpływa na jazdę. Właśnie dlatego JDM potrafi być bardziej wciągające, niż sugeruje sam tytuł.