Ukryty plan to jedna z ciekawszych prób Supermassive Games pokazania, że interaktywny thriller może działać nie tylko jako film do oglądania, ale też jako gra do wspólnego głosowania, blefowania i podejmowania trudnych decyzji. To opowieść policyjna o śledztwie w sprawie seryjnego mordercy, ale jej prawdziwą siłą jest napięcie między graczami, a nie sam pościg za podejrzanym. W tym tekście wyjaśniam, jak działa ta forma zabawy, dlaczego wyróżnia się na tle innych gier studia i komu faktycznie poleciłbym ten tytuł.
Najważniejsze rzeczy, które warto wiedzieć o tej grze
- To narracyjny kryminalny thriller Supermassive Games wydany na PS4, który stawia na wybory i atmosferę, a nie na klasyczną akcję.
- Gra korzysta z PlayLink, więc telefon lub tablet zastępuje tradycyjny pad.
- Najlepiej działa w grupie, bo część decyzji i ukrytych celów zmienia relacje między graczami.
- W centrum historii stoją detektyw Becky Marney, prokurator Felicity Graves i sprawa seryjnego mordercy znanego jako Trapper.
- W 2026 roku to bardziej ciekawy przykład eksperymentu Supermassive niż typowy, współczesny blockbuster.
Czym jest Hidden Agenda i dlaczego wciąż przyciąga uwagę
Na poziomie fabularnym mamy tu bardzo klarowny punkt wyjścia: policyjne śledztwo, mroczne miasto, seryjny zabójca i moralne decyzje, które potrafią wywrócić układ sił. Z mojego punktu widzenia to właśnie ten prosty szkielet działa najlepiej, bo gra nie udaje wielkiej epopei, tylko stawia na gęsty klimat neo-noir i presję, którą czuje się przy każdym wyborze.
To również ważny moment w katalogu Supermassive Games. Studio kojarzy się dziś głównie z filmowymi horrorami, ale tutaj poszło w stronę kryminalnego thrillera i zabawy społecznej. Dzięki temu Hidden Agenda jest mniej o strachu, a bardziej o zaufaniu, manipulacji i tym, czy grupa naprawdę potrafi współpracować pod presją.
Jeśli ktoś zna późniejsze gry tego studia, szybko zauważy różnicę. Tu nie chodzi jeszcze o wielki horror z rozbudowaną strukturą gatunkową, tylko o eksperyment z formą, który miał sprawdzić, jak daleko da się przesunąć granicę między grą, serialem i wspólnym oglądaniem. To właśnie prowadzi do najciekawszej części tej produkcji, czyli sposobu sterowania i samej organizacji rozgrywki.

Jak działa rozgrywka oparta na telefonach
Najbardziej charakterystyczny element tej gry to PlayLink, czyli podejście, w którym smartfon lub tablet zastępuje klasyczny kontroler. W praktyce oznacza to, że każdy gracz może aktywnie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji bez znajomości padów czy przycisków, co obniża próg wejścia i sprawia, że tytuł łatwiej pokazać osobom mniej obytym z grami.
To rozwiązanie ma jednak dwa oblicza. Z jednej strony daje natychmiastową dostępność i mocno wzmacnia klimat wspólnego grania przy kanapie. Z drugiej, wymaga od grupy odrobiny dyscypliny, bo jeśli uczestnicy zaczynają się rozpraszać, gra traci część napięcia. W tego typu produkcji nie ma miejsca na chaotyczne przerywanie scen co pięć sekund, bo każda decyzja ma znaczenie dla dalszego biegu wydarzeń.
Telefon zastępuje pad
Właśnie to odróżnia Hidden Agenda od większości innych gier narracyjnych. Zamiast walczyć z układem przycisków, gracze po prostu wybierają opcje na ekranie swoich urządzeń. W efekcie skupiają się na scenach, dialogach i tym, co dzieje się między postaciami, a nie na technice sterowania.
To dobra wiadomość dla rodzin, znajomych i osób, które zwykle nie grają. Jednocześnie trzeba uczciwie dodać, że ten model nie daje tej samej satysfakcji co klasyczna kontrola nad postacią. Jeśli ktoś oczekuje eksploracji, skradania czy zręcznościowych sekwencji, szybko poczuje, że to zupełnie inny typ doświadczenia.
Gra lubi szybką dyskusję
Najlepsze momenty pojawiają się wtedy, gdy grupa zaczyna rozmawiać, kto powinien podjąć dany ruch i jakie będą konsekwencje. Zwykle właśnie wtedy widać, że to nie jest zwykła przygodówka, tylko interaktywny thriller budowany na napięciu społecznym. Dla mnie to najciekawszy aspekt całego projektu, bo gra zamienia decyzję fabularną w mini-spór przy stole.
W praktyce oznacza to, że Hidden Agenda najlepiej smakuje w krótkich, intensywnych sesjach. Nie jest to tytuł do mechanicznego „przechodzenia” jak klasyczna kampania akcji, tylko do wspólnego przeżywania scen i reakcji na to, co zrobią inni gracze. I właśnie dlatego warto osobno omówić dwa tryby, które mocno zmieniają odbiór całej historii.
Dwa tryby, dwa zupełnie różne napięcia
Największy atut tej gry polega na tym, że ta sama opowieść może działać zupełnie inaczej w zależności od tego, czy grupa współpracuje, czy rywalizuje. Z zewnątrz brzmi to jak drobiazg, ale w praktyce właśnie ten podział buduje wartość powtórnego przejścia.
Tryb fabularny stawia na współpracę
W trybie opowieści gracze próbują razem dojść do prawdy i rozwiązać sprawę Trappera. To wersja bardziej „serialowa”, w której ważniejsze są konsekwencje wyborów niż wzajemne podkładanie sobie nogi. Jeśli grupa chce przede wszystkim obejrzeć dobrą historię i nie kłócić się o wynik, to jest najbezpieczniejszy wybór.
Ten wariant najlepiej pokazuje też, że Supermassive potrafi budować sceny pełne niepewności bez konieczności dokładania dużej liczby systemów. Tu działa przede wszystkim napięcie wynikające z wyboru, a nie z samej walki z przeciwnikiem. To stara szkoła projektowania narracji, ale nadal skuteczna, jeśli scenariusz trzyma tempo.
Przeczytaj również: Gotham Knights - Czy warto zagrać dziś? Analiza i opinie
Tryb rywalizacji dodaje blef i ukryte cele
W trybie konkurencyjnym gra dostaje zupełnie inny charakter, bo każda osoba może dostać własny, tajny cel. Wtedy nie chodzi już wyłącznie o rozwiązanie śledztwa, ale także o to, by przeforsować swój interes i nie dać się zdemaskować. To właśnie tutaj pojawia się najwięcej emocji, bo grupa zaczyna zachowywać się jak w lekkiej grze dedukcyjnej z elementem blefu.
Nie każdy polubi ten model. Jeśli ktoś ceni czystą narrację, może odebrać ten tryb jako zbyt „towarzyski” i rozpraszający. Jeśli jednak lubisz sytuacje, w których jedna decyzja uruchamia lawinę podejrzeń, to właśnie ta wersja gry daje najwięcej frajdy i najlepiej tłumaczy, dlaczego tytuł wciąż ma swoich zwolenników.
Komu ten format naprawdę pasuje
Najkrócej mówiąc, Hidden Agenda polecam osobom, które lubią wspólne granie przy jednej kanapie i nie oczekują klasycznego sterowania. To dobry wybór dla fanów serialowych kryminałów, ludzi lubiących analizować motywacje postaci oraz grup, które chcą czegoś lżejszego niż pełnoprawny horror.
Najlepiej odnajdą się tu:
- osoby, które lubią gry wybieralno-narracyjne i chcą dyskutować nad decyzjami,
- grupy znajomych szukające krótkiej, intensywnej sesji,
- gracze, którzy cenią klimat policyjnego thrillera bardziej niż akcję,
- osoby mniej doświadczone w grach, bo telefon upraszcza wejście do zabawy.
Nie polecałbym jej natomiast komuś, kto szuka dużej swobody eksploracji, skomplikowanego systemu walki albo mocnego survival horroru. To gra, która świadomie rezygnuje z wielu klasycznych mechanik, żeby skupić się na napięciu psychologicznym i grupowej dynamice. Tę różnicę widać jeszcze wyraźniej, gdy zestawi się ją z innymi tytułami Supermassive.
Jak wypada na tle innych gier Supermassive
Jeśli ktoś zna studio głównie z Until Dawn albo późniejszych gier z The Dark Pictures, Hidden Agenda może zaskoczyć. To wciąż filmowa, wyborowa przygoda, ale mniej tu horroru, a więcej policyjnego śledztwa i zabawy w ukryte intencje. Dla mnie to najciekawszy dowód na to, że Supermassive nie zamykało się wtedy jeszcze w jednym schemacie.| Gra | Najmocniejsza strona | Model grania | Dla kogo |
|---|---|---|---|
| Hidden Agenda | Blef, wybory i napięcie między graczami | PlayLink, telefon jako kontroler, do 6 osób | Dla grup i fanów kryminalnych thrillerów |
| Until Dawn | Klasyczny horror z mocnym rytmem scen | Tradycyjna, filmowa przygoda dla jednego gracza | Dla osób szukających mocniejszego strachu |
| The Quarry | Duża skala i bardziej współczesny filmowy rozmach | Narracyjny horror z wieloma decyzjami | Dla fanów dłuższych, bardziej widowiskowych historii |
| The Dark Pictures | Różnorodność settingów i krótsze, zwarte historie | Antologia oparta na wyborach | Dla tych, którzy chcą testować różne klimaty grozy |
Ta tabela dobrze pokazuje jedną rzecz: Hidden Agenda nie próbuje konkurować z późniejszymi horrorami studia skalą ani rozmachem. Wygrywa za to oryginalnością formy. To bardziej eksperyment z relacją między graczami niż standardowa gra narracyjna, i właśnie dlatego nadal ma sens jako punkt odniesienia w katalogu Supermassive.
Dlaczego ta historia nadal broni się w 2026 roku
W 2026 roku ten tytuł jest interesujący przede wszystkim jako przykład tego, jak studio testowało granice interaktywnej narracji zanim na dobre ugruntowało swoją pozycję w gatunku filmowych horrorów. Dziś może nie wygląda już jak najnowocześniejsza produkcja, ale nadal ma coś, czego często brakuje współczesnym grom fabularnym: wyraźną tożsamość i pomysł na wspólną zabawę.
Jeśli miałbym wskazać najpraktyczniejszy sposób obcowania z tym tytułem, powiedziałbym tak: uruchom go wtedy, gdy masz pod ręką kilka osób i chcecie czegoś krótszego, mniej zobowiązującego niż pełny horror, ale bardziej angażującego niż zwykłe oglądanie serialu. Właśnie w takim układzie ten kryminalny thriller pokazuje pełnię możliwości.
Jeżeli po przejściu tej historii spodoba Ci się ten rodzaj napięcia, następny krok jest prosty: sięgnij po inne gry Supermassive, ale już świadomie wybierz kierunek, którego szukasz, bo jedne tytuły stawiają na czysty strach, a inne na filmową opowieść. Hidden Agenda pozostaje w tym zestawie pozycją najbardziej towarzyską i najbardziej „stołową”, a to wciąż rzadki typ doświadczenia.