Co roku przed świętami stoję przed półką z grami i zastanawiam się, czy dany tytuł nadaje się dla dziecka. W tym roku zasady się zmieniły, bo PEGI daje grom z lootboxami oznaczenie od 16 lat. Sprawdzam więc 4 rzeczy: liczbę na pudełku, ikonkę zakupów, blokadę płatności i podpiętą kartę.
Najpierw patrzę na liczbę PEGI, bo teraz mówi też o lootboxach
Lootboxy, czyli skrzynki z łupami, to płatne paczki z losową zawartością. Dziecko płaci prawdziwe pieniądze i nie wie, co dostanie. Wielu graczy od lat porównuje to do hazardu i trudno się z nimi nie zgodzić.
Według informacji z 20 października 2026 roku PEGI zmienia oznaczenia tak, że gry z lootboxami dostają klasyfikację od 16 lat. Zmiana obejmuje również gry, które już leżą w sklepach. Dla mnie oznacza to tyle, że gra, która rok temu wyglądała na bezpieczną dla dziesięciolatka, dziś może mieć na pudełku wyższą liczbę.
Pamiętam też, że w Polsce sprzedawca nie zatrzyma dziecka przy kasie. W komentarzach pod informacją o zmianie gracze przypominają, że w Niemczech oznaczenia są respektowane w sklepach, a u nas plan obowiązkowego przestrzegania PEGI na razie utknął. Liczbę na pudełku muszę więc pilnować sam.
Ikonka „zakupy w grze” to drugi sygnał na pudełku
Obok liczby szukam małej ikonki z napisem „zakupy w grze”. PEGI wprowadziło ją na pudełka gier sprzedawanych w sklepach stacjonarnych pod koniec 2018 roku. Wcześniej to oznaczenie stosowano w dystrybucji cyfrowej, w ramach procesu IARC.
Ikonka nie mówi, co dokładnie można kupić. Może to być ulepszenie przyspieszające postępy, strój dla postaci albo skrzynka z losowymi nagrodami. Sygnalizuje jednak jedno: cena pudełka to nie jest koniec wydatków. Simon Little, dyrektor zarządzający PEGI, tłumaczył, że chodzi o to, by rodzic już w punkcie zakupu mógł zdecydować, jak będzie monitorować lub ograniczać wydatki dziecka.
Blokadę zakupów ustawiam, zanim dziecko odpakuje prezent
Najlepszy moment na konfigurację to wieczór przed Wigilią, a nie dzień po. Na konsoli i w sklepie z grami na PC zakładam dziecku osobne konto podpięte pod konto rodzica. W ustawieniach kontroli rodzicielskiej wyłączam zakupy albo ustawiam limit wydatków, który dziecko zna i akceptuje.
Z badania Ipsos przywoływanego przy wprowadzaniu oznaczenia wynika, że 40% grających rodziców przyznaje, że ich dzieci kupują coś w grach. Jednocześnie tylko 28% korzysta z narzędzi kontroli rodzicielskiej. Ta różnica dobrze pokazuje, gdzie najczęściej pojawia się problem.
Zawsze też rozmawiam z dzieckiem o zasadach. W tym samym badaniu 80% rodziców deklarowało, że doszło z dziećmi do porozumienia w sprawie wydatków na gry. Ustalony miesięczny lub tygodniowy limit działa lepiej niż zakaz, którego nikt nie pilnuje.
Nie podpinam karty kredytowej do konta dziecka
To najczęstszy błąd, który widzę u znajomych. Karta zapisana na koncie w grze oznacza zakup jednym kliknięciem, bez pytania o zgodę. Wyciąg przychodzi dopiero po kilku tygodniach i wtedy jest już za późno.
Według Ipsos rachunki kart kredytowych stale monitoruje tylko 25% rodziców, a użycie kart prepaid zaledwie 20%. Dlatego wolę doładowanie z góry ustaloną kwotą niż podpiętą kartę. Gdy środki się skończą, zakupy po prostu się zatrzymują, a ja nie muszę co tydzień przeglądać historii transakcji.