Płacisz za streaming, a do kina chodzisz coraz rzadziej, bo bilet też kosztuje? Cinobo, nowa platforma z kinem niezależnym, rusza w Polsce 3 listopada i dorzuca do abonamentu Cinobo Pass: darmowe wejściówki na wybrane seanse w 14 kinach studyjnych, zazwyczaj około trzech w miesiącu.
Brzmi jak chwyt marketingowy, więc dokładnie przeczytałem, co twórcy powiedzieli na konferencji prasowej. Kilka rzeczy warto wiedzieć, zanim kupisz subskrypcję z myślą o tańszych wyjściach do kina.
Co dokładnie daje Cinobo Pass?
Cinobo Pass to program dla subskrybentów platformy. W jego ramach dostajesz bezpłatne bilety na wybrane filmy wyświetlane w kinach partnerskich. Za wejściówki nie płacisz ty, tylko serwis, który sam rozlicza się z kinami i dystrybutorami.
Na start do programu dołączyło 14 kin studyjnych z różnych części kraju. Lista ma się stopniowo wydłużać, ale na razie nie zakładaj, że bilet wykorzystasz w dowolnym kinie. Program działa tylko w salach, które współpracują z platformą.
Pomysł nie jest nowy dla samej platformy. Cinobo powstało w Grecji w 2020 roku i tam również zaczęło finansować abonentom bilety na wybrane seanse. Platforma pomogła też ocalić przed zamknięciem cztery kina, a sześć kolejnych przeszło renowację.
Ile biletów dostaniesz w miesiącu
Konstancja Sawicka z polskiego zespołu Cinobo mówi o mniej więcej trzech biletach miesięcznie. To jednak wartość orientacyjna, a nie stały przydział. W niektórych tygodniach pula będzie większa i da się pójść na seans nawet kilka razy.
Liczba wejściówek zależy od dwóch rzeczy:
- aktualnego repertuaru kin partnerskich,
- współpracy z dystrybutorami konkretnych filmów.
W praktyce jednego miesiąca możesz mieć do wyboru kilka tytułów, a w innym mniej. Gdybym traktował bilety jako główny powód subskrypcji, sprawdzałbym ofertę regularnie, zamiast czekać do końca miesiąca.
Dlaczego kinowe nowości nie trafią od razu do serwisu
Twórcy deklarują, że będą respektować okna dystrybucyjne. Film, który właśnie wszedł do kin, przez pewien czas zostaje wyłącznie na dużym ekranie i dopiero potem może trafić do streamingu. Bilety z Cinobo Pass są więc sposobem, żeby zobaczyć taki tytuł od razu, bez czekania na jego pojawienie się w aplikacji.
Co obejrzysz w domu?
Katalog na start ma liczyć blisko tysiąc filmów i seriali. Polski zespół przez osiem miesięcy przeglądał oferty ponad stu dystrybutorów i agentów sprzedaży, czyli około 20 tysięcy tytułów. Za rozwój platformy w Polsce odpowiada Marcin Pieńkowski, wieloletni dyrektor artystyczny festiwalu Nowe Horyzonty.
W bibliotece znajdą się dzieła około 600 reżyserek i reżyserów z 60 krajów, a wśród nich 26 zdobywców Złotej Palmy z Cannes. Z nazwisk padli m.in. Michael Haneke, Wong Kar-wai, Xavier Dolan i Andrzej Żuławski. Do tego klasyka, dokumenty, animacje, kino polskie i premiery co tydzień. Pełna lista tytułów ma być znana w dniu startu.
Platforma działa w przeglądarce, w aplikacjach mobilnych i na telewizorach Smart TV. Możesz oceniać filmy, pisać recenzje i tworzyć własne listy. Jeszcze przed startem około sześciu tysięcy osób zgłosiło tytuły i twórców, których brakuje im w polskim streamingu, a zespół zapowiada, że będzie zabiegał o te filmy.
Czym Cinobo różni się od Netflixa i HBO Max
Netflix i HBO Max to globalni giganci z ofertą dla szerokiej publiczności. Cinobo idzie w węższą niszę: kino autorskie i festiwalowe, w tym filmy, które mimo nagród nie doczekały się w Polsce szerokiej dystrybucji. Zamiast podpowiedzi opartych wyłącznie na algorytmie dostajesz kolekcje kuratorskie, zestawienia tematyczne i wyszukiwanie filmów według nastroju.
Największa różnica leży jednak poza ekranem. Typowy abonament VOD kończy się na kanapie, a ten ma cię regularnie wyciągać do kina studyjnego. Jeśli i tak chodzisz na filmy z festiwalowym rodowodem, Cinobo Pass może sprawić, że część tych wyjść nie będzie cię kosztować nic ponad abonament.