Planujesz weekend z nowym „Tulsa King”? W Polsce 4. sezon z Sylvestrem Stallone'em obejrzysz na SkyShowtime, a kolejne odcinki trafiają tam w czwartki. Sezon otwiera osobista tragedia Dwighta, ale nie zrażaj się powolnym startem. Prawdziwa jazda zaczyna się dopiero w drugiej połowie.
Gdzie i kiedy oglądać „Tulsa King” 4?
Serial jest na SkyShowtime, tak jak wszystkie pozostałe tytuły Taylora Sheridana, twórcy „Yellowstone”. Sam Sheridan użycza dziś tej produkcji głównie nazwiska.
Nowe odcinki pojawiają się co tydzień, w czwartki. Całego sezonu nie obejrzysz więc jednym ciągiem. Możesz oglądać na bieżąco albo zbierać odcinki i robić z nich weekendowe maratony. Przy tym sezonie druga opcja ma więcej sensu.
Pierwsze odcinki: tragedia, której jeszcze nie czuć
Start jest mocny tylko na papierze. Dwighta spotyka osobista tragedia, która uderza też w jego interesy, a bohater zaczyna myśleć o prywatnej zemście. To mogło być trzęsienie ziemi. W pierwszych odcinkach trudno jednak poczuć, jak mocno ta strata go dotknęła, i emocje długo nie przebijają się z ekranu.
Do tego dochodzą wątki poboczne, które niewiele wnoszą. Tyson (Jay Will) próbuje zostać raperem i w mgnieniu oka staje się internetową sensacją, do której utworu bawią się kluby. Wypada to dość naiwnie. Coś sensownego do zagrania dostaje właściwie tylko Bodhi (Martin Starr) i o nim dowiadujemy się więcej. Reszta drugiego planu jest tłem dla Dwighta.
Moja rada jest prosta: nie odpuszczaj po pierwszych odcinkach. Potraktuj je jak rozbieg i oglądaj je razem, wtedy słabsze tempo mniej przeszkadza.
Kiedy sezon się rozkręca
Akcja rusza, gdy na horyzoncie pojawiają się nowi wrogowie, a ambitna polityczka bierze na cel budowane z mozołem imperium Dwighta. Wtedy wraca wszystko, za co widzowie polubili ten serial: strzelaniny, bójki i zaskakująco pomysłowe sposoby, w jakie kolejne postacie żegnają się z życiem.
Wraca też naturalny, często czarny humor. Terence Winter, który w tym sezonie znów jest głównym scenarzystą, nie próbuje robić z tej historii drugiej „Rodziny Soprano”. To rozrywka, która puszcza oko do widza. Druga połowa nadrabia potknięcia początku, a to, co Dwight robi w finale, zostaje w głowie na długo. Szczegółów nie zdradzam. Powiem tylko, że końcówka ostatniego odcinka zapowiada duże zmiany w 5. sezonie, który został już zamówiony.
Dla kogo jest ten seans?
Jeśli podobały ci się poprzednie sezony, ten też ci się spodoba, bo formuła się nie zmienia. Dwight coraz bardziej chce działać jak biznesmen, a coraz mniej jak prowincjonalny gangster. Jego interesy nie stają się jednak nagle legalne i wciąż potrafi pokazać, że jest groźny. Sam długo nie wierzyłem, że Stallone zrobi z tej postaci coś więcej niż karykaturę twardziela. Tymczasem to on jest największą siłą całego serialu.
Gorzej, jeśli od dawna brakuje ci przeciwnika z prawdziwego zdarzenia. Wrogowie znów budzą grozę, ale na końcu i tak przegrywają z bohaterem, który jest od nich sprytniejszy i bardziej bezwzględny. Tempo też bywa przesadnie szybkie: Dwight albo leży na łopatkach, albo ma świat u stóp, bez etapów pośrednich. W pewnym momencie łatwo poczuć, że to wszystko już było i zmieniają się tylko nazwiska. Kto szuka w „Tulsa King” zaskoczeń, powinien poczekać na zapowiadane zmiany w kolejnym sezonie.